14 stycznia 2012
12 stycznia 2012
Wymowa aukcyjnej popularności z małym zyskiem
Polski Związek Piłki Nożnej postanowił również wesprzeć tegoroczną
20 edycję Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy poprzez wystawienie na
aukcję czterech pozycji. Jest tam najnowsza koszulka reprezentacji Polski
z podpisami zawodników i członków sztabu szkoleniowego, oczywiście już z
orzełkiem i jest kalendarz PZPN na 2012 rok przedstawiający polskie stadiony, na
których rozegrane będą mecze Mistrzostw Europy. Są również dwie monografie
"90 lat PZPN", jedna z nich podpisana przez prezesa Grzegorza Latę, druga
przez trenera Franciszka Smudę.
Na 2 dni przed zakończeniem aukcji, zdecydowanie
największym wzięciem ma się koszulka reprezentacji Polski, dalej z tyłu jest
kalendarz, a najmniejszą popularnością cieszą się monografie PZPN z podpisami
prezesa i trenera. To trochę smutne, bo monografia jest bardzo ciekawym
wydaniem historii polskiego futbolu, ale trzeba przyznać, że tak małe
zainteresowanie jest bardzo wymowne.
Obecna statystyka, czy wykres popularności
wspomnianych osób sięga już dna. Wspomniane ostatnie pozycje, póki co mają
wartość po 80 zł, a porównując je do ostatniej aukcyjnej ceny koszulki
reprezentacji za 999,99 zł, to niebo, a piekło.
Podpisy Grzegorza Laty i Franciszka Smudy z góry przesądziły mały zysk dla dużych celów?
Zależy mi też na większym wkładzie polskiego futbolu w dochodach Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, więc głównie z tej racji podaję adresy internetowe aukcji, gdzie wystawione są wspomniane cztery pozycje. Zależy mi również na poprawie wizerunku PZPN, ale mam świadomość, że niezależne to od mojej skromnej osoby, jak również od wielu tysięcy sympatyków polskiej piłki nożnej.
31 grudnia 2011
Różne pomysły na parę milionów
Czas na ustalanie budżetu Gminy Kraków na rok 2012 to okres wzmożonej aktywności miejskich radnych
Krakowa, ludzi Prezydenta Jacka Majchrowskiego i kierownictw poszczególnych Wydziałów Urzędu Miasta
Krakowa. Debata budżetowa w Radzie Miejskiej tuż, tuż, od 4 stycznia.
Staram się śledzić publiczne
wypowiedzi co niektórych ważniejszych osób samorządowego Krakowa. Interesuje
mnie zwłaszcza tematyka w sferze finansów, jakie będą przeznaczone na ogólnie pojętą
kulturę fizyczną i sport w mieście Krakowie.
Dochodzę do wniosku, że w wypowiedziach ważnych osób
w Gminie Kraków można doszukać się wielu nieścisłości lub może braku uzgodnień wśród urzędników z grona szanownego Prezydenta.
Podczas spotkania 15 grudnia 2011 roku, przy okazji
prezentacji Strefy Kibica EURO 2012 – przygotowań Krakowa na przyjęcie kibiców
trzech reprezentacji, których bazy będą ulokowane w naszym mieście, prezydent Jacek Majchrowskii
powiedział:
- „….To
między innymi dla nich oraz dla mieszkańców naszego miasta przygotowujemy
Strefę Kibica. Jesteśmy przygotowani na tego typu imprezy, niejedną z nich
zorganizowaliśmy już na Błoniach. Zależy nam na tym, aby w Strefie nasi goście
poczuli nie tylko atmosferę Krakowa, lecz również swoich krajów. Chciałbym
podkreślić, że Miasto nie dokłada do tego przedsięwzięcia ani złotówki,
wszystko dzieje się w oparciu o sponsoring”.
Prawie w tym samym czasie, o obsłudze i programie ogólnopolskiego
programu wolontariatu, zastępca Dyrektora Wydziału Sportu Paweł Opach
powiedział, że:
- „….Wolontariusze będą udzielać wszelkiej pomocy kibicom
przyjeżdżającym do miasta, m.in. do strefy kibica na Błoniach, która ma
pomieścić nawet 30 tys. widzów. Problem w tym, że radni Platformy swoją poprawką
do budżetu chcą odebrać Wydziałowi Sportu 2,7 mln
zł przeznaczonych m.in. na ten cel. Jeśli tak się stanie nie wiem co wyjdzie
z programu wolontariatu. Nasz miejski
wolontariat tworzymy niezależnie i jeśli uzbiera się w Krakowie mocna ekipa nie
musielibyśmy korzystać z innych wolontariuszy. Potrzebujemy jednak pieniędzy, aby zapewnić wolontariuszom jednolite stroje,
ubezpieczenie, wyżywienie i inne potrzebne rzeczy. Bez pieniędzy z budżetu nam
się to nie uda, chyba, że znajdziemy sponsorów - dodaje. A o tych w dobie
kryzysu trudno.”
Co zaś mówi o wspomnianej poprawce radnych PO Dyrektor
Wydziału Sportu Barbara Mikołajczyk:
- „..Wprowadzenie poprawki radnych
PO do budżetu, zdejmującej 2,7 mln zł z wydatków rzeczowych naszego wydziału
oznaczałoby, że nie mielibyśmy potrzebnego 1,5 mln zł na mistrzostwa świata w
siatkówce. Dodaje, że przyjęcie poprawki radnych oznaczałoby także rezygnację z
dwóch programów: "Mój trener", "Kraków biega, Kraków spaceruje"
oraz stypendiów sportowych”.
A co na to radni Miasta Krakowa ze wspomnianego klubu Platforma Obywatelska?
Zaproponowali w poprawce odebranie pieniędzy z Wydziału Sportu, ale
zwiększenie wydatków na konkurs grantowy dla klubów sportowych w ramach
upowszechniania sportu (1 mln zł), a także inwestycje związane ze sportem i
edukacją (pieniądze na nie mają pochodzić także z innych zadań z prezydenckiego
projektu budżetu), np. budowę sal gimnastycznych, boisk wielofunkcyjnych,
ścieżek rowerowych, placów zabaw, na wypoczynek dzieci i młodzieży.
- Jeżeli chodzi o pieniądze na mistrzostwa
świata siatkarzy, to najpierw musi być gwarancja, że Kraków zdąży z budową hali
w Czyżynach - komentuje Tomasz Urynowicz, radny PO, przewodniczący Komisji
Sportu Rady Miasta Krakowa.
Cztery wypowiedzi dotyczące budżetowych pieniędzy i cztery różne wersje w sprawie przeznaczenia i pewnie by nic w tym niedemokratycznego, gdyby nie osoby, które je wypowiadają, a są urzędnikami jednego Urzędu. Prezydent nie chce łożyć ani złotówki na Strefę Kibica, Dyrektor Mikołajczyk chce "urwać" z budżetu na przygotowania do mistrzostw świata w siatkówce, zaś jej zastępca Dyrektor Opach domaga się milionów na Strefę Kibica.
Smutne jest to, że wśród Dyrekcji Wydziału Sportu brakuje porozumienia, ale przede wszystkim determinacji w walce o coraz biedniejszych. Ponad setka organizacji pozarządowych, które w zakresie swoich statutowych obowiązków ma zapisane działania na rzecz krzewienia kultury fizycznej i sportu wśród dzieci i młodzieży, z roku na rok biednieje w niepokojącym tempie. Kiedy ubywa dotacji samorządowych, ubywa sponsorów, a kiedy kryzys dosięga Gminę, dosięga z taką samą siłą rodziców dzieci z tejże Gminy.
Już w roku 2011 zmniejszono finanse na granty sportowe o prawie 30% i wielu działaczy próbowało zrozumieć, że Gmina ma problemy.
Zróbmy wszędzie tyle, aby nie pogłębiać regresu w tych organizacjach, gdzie często woda dla dzieci korzystających z zajęć w klubach ma z miesiąca na miesiąc coraz większą wartość.
I to już nie są zwykłe zmartwienia, problemy i kłopoty, lecz po prostu poważny kryzys, który panoszy się i rządzi w najmniejszych klubach sportowych Królewskiego Miasta Krakowa, a sięga już tych większych.
Już w roku 2011 zmniejszono finanse na granty sportowe o prawie 30% i wielu działaczy próbowało zrozumieć, że Gmina ma problemy.
Zróbmy wszędzie tyle, aby nie pogłębiać regresu w tych organizacjach, gdzie często woda dla dzieci korzystających z zajęć w klubach ma z miesiąca na miesiąc coraz większą wartość.
I to już nie są zwykłe zmartwienia, problemy i kłopoty, lecz po prostu poważny kryzys, który panoszy się i rządzi w najmniejszych klubach sportowych Królewskiego Miasta Krakowa, a sięga już tych większych.
30 grudnia 2011
Korupcja w polskim futbolu: Akt oskarżenia ws. Kmity Zabierzów - szczegóły ust...
Akt oskarżenia ws. korupcji w Kmicie Zabierzów trafił do sądu na początku października (czytaj tutaj ). Przedstawiłem już listę oskarżonych,...
Korupcja w polskim futbolu: Były sędzia Grzegorz D. oskarżony
Grzegorz D. - były sędzia z Krakowa jest oskarżony o udział w ustawieniu czterech meczów. Dobrowolnie poddaje się karze. Akt oskarżenia tra...
29 grudnia 2011
Dylematy Garbarni i Hutnika
Pod tytułem "Hutnik modernizowany na przyjęcie Anglików", na portalu Onetu ukazał się artykuł, który sprowokował mnie do zabrania głosu w sprawie Garbarni i Hutnika.
Ok, w porządku, Mistrzostwa Europy w Polsce, trzy ekipy narodowe wybrały Kraków, należy się z tego faktu cieszyć. Jednak po decyzji Anglików i Gminy Kraków, dwa krakowskie kluby mają dylemat, niemały problem do rozstrzygnięcia.
W rundzie jesiennej zespoły Garbarni i Hutnika rozgrywały swoje mecze na obiektach dawnego Hutnika, czyli dzisiejszego Com-Com-Zone. Wszystko wskazuje na to, że w rundzie wiosennej pierwsi drugoligowe zawody mogą rozgrywać w Zabierzowie na Kmicie, lub Wawelu Kraków, a drudzy czwartoligowe mecze na obiektach Grębałowianki. O tym przekonamy się już niebawem.
Może moje pisanie zabrzmi dla wielu szyderczo, ale zapewniam, że takiej intencji nie posiadam, wręcz odwrotnie. A życzę kibicom i piłkarzom tego zasłużonego ludwinowskiego klubu, aby szybko wrócili na swoje, a to oznacza opuszczenie drugoligowych szeregów i rozgrywanie meczów na własnym obiekcie w trzecioligowych zmaganiach. Paradoksem jest życzyć dobrze Garbarni, a zarazem skazywać na rywalizację w niższej klasie rozgrywkowej. W tej przewrotności, proszę mi wierzyć, nie ma żadnej mojej próżności, lecz realistyczna ocena obecnych możliwości klubu, jego zarządu jak również sytuacja Gminy Kraków, która niewiele może w obecnym stanie finansowej zapaści, gdyż sama potrzebuje pomocy. Trwanie Garbarni na etapie materialnego posiadania i rozwoju oraz sportowo-organizacyjnego (nie)bytu jest drogą donikąd. Czasem warto mierzyć siły na zamiary, aby w przyszłości nie popaść w większe kłopoty.
Sytuacja Nowego Hutnika Kraków podobna, ale jednak odmienna. Klub, tak jak Garbarnia, poszukuje obiektu w Krakowie, gdzie mógłby rozegrać mecze czwartoligowe w rundzie wiosennej, w roli gospodarza. Na temat Stowarzyszenia pisałem już wiele miesięcy wcześniej i od tamtego czasu systematycznej poprawy warunków do gry i zajęć szkoleniowych nowohuckich piłkarzy nie widać, muszą działacze borykać się z kolejnymi problemami. Po prostu Nowy Hutnik jest klubem bezdomnym, lecz nie opuszczonym przez własnych kibiców. Tych ostatnich widać było wszędzie, czy to w Krakowie, czy na meczu wyjazdowym swojej drużyny.
Działacze Nowego Hutnika wskazali obiekt krakowskiej Grębałowianki, jako ten, który miałby ich przygarnąć na czas pierwszego półrocza 2012 roku. Czy jest to odpowiednie miejsce dla takiej rzeszy kibiców nowohuckiego klubu? Czy trybuny pomieszczą wszystkich chcących obejrzeć zawody, zarówno kibiców miejscowych jak i przyjezdnych? Czy murawa boiska, bardzo trudna do utrzymania na miarę przyzwoitej jakości, wytrzyma trudy dodatkowych meczów? Na te pytania muszą być konkretne odpowiedzi. Z tym muszą się liczyć działacze Nowego Hutnika, ale przede wszystkim włodarze Grębałowianki.
Pisałem na prima aprilis, przy okazji przyszłościowych aspiracji i kłopotów obydwu klubów, że wszystko wskazuje na to, że piłkarski Ludwinów przeniesie się do Nowej Huty, a na Ludwinów zawitają nowohucianie. Ten żart okazuje się być przyczynkiem do realistycznych wymuszeń. Garbarnia już grała w rundzie jesiennej przy ul. Ptaszyckiego, to może czas na Hutnika, aby w rundzie wiosennej pograł przy ul. Rydlówka?
Gmina Kraków ma plan i zapewne wyznaczone zadania, aby godnie przyjąć trzy ekipy narodowych reprezentacji na Euro 2012, Holandii, Włoch i Anglii, ale czy ma odpowiednie plany pomocy innym piłkarskim reprezentacjom, swoich lokalnych klubów, o których wspomniałem powyżej?
Garbarnia chciałaby doczekać futbolowego grania w szeregach drugoligowców na odpowiednio przystosowanym, własnym obiekcie sportowym, zaś Nowy Hutnik pragnie awansu na trzecioligowe boiska i gospodarzenia obiektami piłkarskimi przy Ptaszyckiego, jak własnymi, lecz z pomocą właściciela – Gminy Kraków. Aby tak się stało, potrzebne są duże pieniądze, dla każdego z wymienionych klubów, a najbardziej oczekiwana jest pomoc strategicznych sponsorów. Bez tych ostatnich i budżet krakowskiej samorządności nie podoła odpowiednim wymaganiom.
20 listopada 2011
Widziane z Krakowa
Do napisania niniejszego felietonu skusił
mnie szanowny naczelny „Korzeni” Andrzej Kuśnierczyk, a to za sprawą piłki
nożnej, tej lokalnej w Kamienicy Polskiej. Ale nie tylko.
Nie odmówiłem, bardzo chętnie podjąłem
temat.
Moje spojrzenie z Krakowa, na moją rodzinną miejscowość jest w wymiarze futbolowego obrazu. O piłce nożnej zdarza mi się pisać często i korzystam nie tylko z wiedzy obserwatora - kibica, ale przede wszystkim klubowego i związkowego działacza, gdyż w tej roli spełniam się na krakowskiej niwie, w ostatnich dwóch dziesięcioleci.
Moje spojrzenie z Krakowa, na moją rodzinną miejscowość jest w wymiarze futbolowego obrazu. O piłce nożnej zdarza mi się pisać często i korzystam nie tylko z wiedzy obserwatora - kibica, ale przede wszystkim klubowego i związkowego działacza, gdyż w tej roli spełniam się na krakowskiej niwie, w ostatnich dwóch dziesięcioleci.
Bardzo cieszy mnie udział piłkarzy LKS
Kamienica w elicie wojewódzkiego futbolu, zawsze solidnego poziomem. Obserwuję
i interesuję się wynikami klubu sportowego w Kamienicy Polskiej od początku jego
powstania, lecz z powodu starości coraz rzadziej odwiedzam moją rodzinną
miejscowość i z taką też częstotliwością bywam na meczach LKS Kamienica. W tym
roku zaledwie trzykrotnie zaliczyłem obecność na zawodach przy Magazynowej.
Staram się bardzo uważnie śledzić poczynania zespołu trenera Minkiny na czwarto
ligowych boiskach. Żyjemy teraz w czasach, gdzie mamy łatwą sposobność, dzięki
elektronicznym przekazom, być na bieżąco poinformowany o futbolowych
rozgrywkach, z prawie każdego zakątka kraju.
Miałem przyjemność uczestniczyć
bezpośrednio przy narodzinach klubowego futbolu w Kamienicy Polskiej w latach
siedemdziesiątych, a była opatrzność bardzo łaskawa wówczas dla polskich
piłkarzy i kibiców. Ten okres sprzyjał do powstawania futbolowych drużyn i tak
też było w mojej rodzinnej wiosce, gdzie wspólnie z rówieśnikami wykorzystaliśmy
ten czas jak należy. Założyliśmy piłkarski klub i zgłosiliśmy do rozgrywek. To w
tym czasie polska piłka nożna zdobywała przepustkę na „salony” światowych
imprez. Tuż przed rejestracją naszego klubu w związkowej organizacji
piłkarskiej, byliśmy pod wrażeniem monachijskiej Olimpiady, w trakcie której
Polska pod wodzą Kazimierza Górskiego zdobyła złoty medal, był to pierwszy
znaczący sukces narodowej reprezentacji w piłce nożnej. Rok później pierwsze
mecze ligowe rozpoczęła grywać drużyna klubowa, MKS Kamienica. Równocześnie
trwały zwycięskie eliminacje polskiej reprezentacji do mistrzostw świata w RFN i
zakończone 17 październiku 1973 roku historycznym remisem 1:1 na Wembley, w
meczu z Anglią. 38 lat później, w sierpniu tego roku, miałem przyjemność być na
słynnym londyńskim Wembley, stadionie już całkowicie zmodernizowanym, lecz
dostojnym, potężnym, z zasobem bardzo bogatej historii.
Kiedy wyjeżdżałem z Kamienicy Polskiej do
Krakowa miejscowy MKS zmagał się w rozgrywkach na B-klasowych boiskach. Wówczas,
gdybym głośno pomarzył o piłkarskim meczu mojego klubu z jakąś uznaną i
zasłużoną marką śląskiej kopanej, na przykład z Szombierkami Bytom, uznano by
mnie za wariata. Trzydzieści parę lat później takie marzenie spełniłoby się 2
października bieżącego roku. Właśnie wtedy przyszło LKS Kamienica gościć
bytomski zespół w pojedynku o ligowe punkty, zakończony remisem 2:2.
Dzisiejsza rzeczywistość piłkarska,
zwłaszcza ta krajowa, w porównaniu z okresem lat siedemdziesiątych, wygląda
zupełnie inaczej, bo niby dlaczego miałaby być taka sama lub podobna. Czas zrobił swoje i to jak bardzo,
przekonujemy się na co dzień.
Reprezentacja Polski, od wielu lat, próbuje
zmniejszać dystans do czołówki światowej, ale dzieli ją jeszcze około
sześćdziesiąt pozycji w światowym rankingu. Obecnie jest na polu oznaczonym
numerem 64, tuż przed Libią i Islandią, a za Kostaryką i Sierra Leone.
Kłopoty reprezentacji byłyby zapewne
większe, gdyby nie bodziec do pracy z okazji Mistrzostw Europy, które rozpoczną
się od 8 czerwca 2012 w Polsce i na Ukrainie.
Od paru lat obserwuje się jakiś niesamowity
deficyt rodzimych kandydatów do narodowej reprezentacji z orzełkiem na piersi.
Być może bierze się to z tego, że na krajowych boiskach biega coraz więcej
obcokrajowców, a rodzimych zawodników w czołowych polskich klubach Ekstraklasy,
jak na lekarstwo. Często spotykam w składach zespołów trzecio czy czwarto
ligowych, a nawet niższych klas, obcokrajowców, a zwłaszcza z Afryki
Posłużę się też
przykładem z klubu Wisła Kraków, to jaskrawe negatywne zjawisko dla rozwoju
rodzimego futbolu. Wśród szerokiej kadry spotkać można piłkarzy dziesięciu
narodowości z trzech kontynentów świata, a język polski na treningach jest
drugorzędny, wcale nie obowiązujący. Na szczęście ostatnio coś drgnęło na
korzyść lokalnego patriotyzmu. Ktoś skoczył po rozum do głowy.
Import futbolowych obcokrajowców na nasze
boiska ma się dobrze, jest po prostu handlem żywym towarem, który wypycha polską
młodzież piłkarską na obce tereny, często do klubów mało znaczących.
Martwi mnie taki stan rzeczy. Ale mój
niepokój sięga również mojego klubu, LKS Kamienica. Obserwuję w nim sposób na
sukces - krótszą drogą do celu, ale gdy go zbilansować jest to przedsięwzięcie
zapewne droższe, ale co istotne - niebezpieczne.
Awans do IV ligi jest dużym sukcesem dla
klubu z tak małej miejscowości, a mogło to się zdarzyć za sprawą obranej parę
lat temu strategii klubu i głównego jej autora, i sponsora w osobie wiceprezesa
zarządu. Wcale nie umniejszając pozostałym działaczom, ich wysiłków w obranej
polityce klubu, zespół seniorów rósł siłą piłkarskiej „armii zaciężnej”.
Piłkarze - wychowankowie innych klubów, którzy za niemałe pieniądze sponsora
podjęli trud awansu, teraz starają się utrzymać powyżej strefy spadkowej w
tabeli.
Nie zazdroszczę klubowym działaczom LKS
Kamienica, gdy pomyślę, że wielu z nich ma świadomość zmartwienia podobnego
mojemu, a to jest zawarte w odpowiedzi na pytanie, co stanie się z zespołem
seniorów, gdy nie daj Bóg, główny sponsor nagle zaprzestanie finansować pierwszy
zespół klubu?
Oby taka opcja nie zdarzyła się w czasie,
kiedy klub nie będzie na to przygotowany, a mam wrażenie, że LKS Kamienica nie
jest dziś gotowy podołać takiemu wyzwaniu. To już nie byłby spadek do klasy
niższej – okręgówki, to byłby upadek – o dwie klasy niżej.
LKS Kamienica ma oddanych działaczy,
podziwiam ich wieloletni trud, kilku z nich znam jeszcze z czasów powstawania
klubu i myślę, że stać ich, by zmienić strategię. Najlepiej byłoby przygotowywać
własną młodzież do gry w zespole seniorów, która w przyszłości może nie wypełnić
całkowicie wszystkich pozycji w zespole, ale stanowić może większościową
formację, rodzimą. Taka polityka może okazać się bardziej wychowawcza, dająca
nie tylko bodziec miejscowej młodzieży trenującej w klubie, ale również
bezpieczeństwo ochrony pozycji klubu na poletku śląskiej, czy częstochowskiej
piłki nożnej.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




























