18 czerwca 2015

Reasumpcja, a może reanimacja?

 
   Oświadczenie Małopolskiego Związku Piłki Nożnej w sprawie powtórzenia meczu pucharowego pomiędzy MKS Trzebinią-Siersza, a Sołą Oświęcim na szczeblu Podokręgu Chrzanów, który w pierwotnym terminie został rozegrany 13 maja, wcale nie kończy dyskusji wokół tej sprawy. Wręcz odwrotnie, pokazuje, jak bardzo chora jest związkowa centrala w Krakowie, a zwłaszcza decyzyjne jej struktury w zakresie regulaminowo - prawnym. 
Przypomnę, że pierwszy mecz zakończył się zwycięstwem Soły Oświęcim w rzutach karnych, następnie decyzją Komisji Dyscypliny PPN Chrzanów uznano zwycięzcę MKS Trzebinia – Siersza walkowerem 3:0, gdyż w zespole gości grał nieuprawniony zawodnik. Z kolei Soła się odwołała do ZKO MZPN, a ta odrzuciła skargę zespołu z Oświęcimia w dniu 10 czerwca. 

23 marca 2015

Widziane z Krakowa (14) dla kwartalnika "Korzenie"

Wędrowanie często kojarzy nam się z podróżą, drogą w przyszłość, przygodą w poszukiwaniu celów życiowych, duchowych i tym podobnych. Lecz można również wędrować drogą w przeszłość. Dzięki kwartalnikowi „Korzenie” mogłem odbywać swoją pisaną wędrówkę nie tylko drogami teraźniejszości, ale przede wszystkim  po ścieżkach w przeszłość. Była to moja podróż do źródeł – miejsca urodzenia, na które spoglądam już częściej z oddali, ze zrozumiałych powodów. Dawno temu dopadła mnie jesień życia, chociaż nie czuję się jeszcze staro, to jednak mam świadomość, że coś w tym życiu się kończy i z kontynuowaniem wielu zamierzeń jest mi coraz trudniej, tym bardziej, że spotkały mnie nowe, a poniekąd stare wyzwania w Krakowie, którym muszę jakiś czas sprostać. Moje wędrowanie za pośrednictwem „Korzeni”, w stylu zaproponowanym przez Andrzeja Kuśnierczyka w listopadzie 2011 roku, dobiegło do miejsca, w którym trzeba powiedzieć, po prostu, bardzo dziękuję. Odstawiam mój „piórnik wędrowny”, rozstaję się z czytelnikami kwartalnika, ale nie z czasopismem. Nadal będę zbierał siły, aby bogacić swoją wiedzę o przeszłości, którą dane mi było przeżywać w Kamienicy Polskiej. 
Z pozdrowieniami z Krakowa, Zdzisław Wagner.

26 lutego 2015

Z goryczą ale i z wiarą o przyszłość

 
 Sytuacja, w jakiej znalazł się klub sportowy Grębałowianka Kraków, spowodowała u mnie odruch podzielenia się własnymi obawami o przyszłość grębałowskiego stowarzyszenia kultury fizycznej, a które niedawno, w ubiegłym roku, obchodziło jubileusz sześćdziesięciolecia istnienia.

Działaczem grębałowskiego klubu jestem od jesieni 1998 roku, niespełna rok od wybudowania domu w osiedlu Grębałów, gdzie przeniosłem się z innego mieszkania krakowskiego osiedla. Zaliczyłem również przerwę w działalności, w latach 2010-2012, gdy byłem członkiem zarządu Małopolskiego Związku Piłki Nożnej i wiceprzewodniczącym Wydziału Gier tegoż Związku. W Grębałowiance dwukrotnie obejmowałem funkcję prezesa zarządu, najpierw w latach 2001-2003, a następnie w latach 2004-2010.

Dlaczego  o tym piszę? Dlatego, że teraz proponuje mi się kierowanie stowarzyszeniem klubu sportowego Grębałowianka Kraków po raz trzeci, w sytuacji dla mnie bardzo nie komfortowej.

14 grudnia 2014

Widziane z Krakowa dla kwartalnika "Korzenie"(13)

W ostatnim wydaniu kwartalnika „Korzenie” roku 2013 wspominałem, że w okresie miesiąca dwukrotnie odwiedzałem Kamienicę Polską, najpierw z okazji smutnej uroczystości – pogrzebu Zofii Leszczyńskiej, a kilkanaście dni później z okazji Dnia Zmarłych. Minęło dwanaście miesięcy, a nastąpiła analogia odwrócona, najpierw wizyta na cmentarzu 1 listopada tego roku, a kilka dni później udział w uroczystościach pogrzebowych. Tym razem zmarła siostra cioci Zofii – Helena Kowacz, obie dożyły 96 lat. Zofia i Helena były siostrami mojego ojca, Juliana Wagnera, któremu serce przestało bić, gdy miał 63 lata. Tym samym zdałem sobie sprawę, że nie mam w rodzinie cioci, a wujkowie poumierali kilkanaście lat temu. Jakieś niecodzienne poczucie żalu ogarnęło mnie z okazji tego przemyślenia i stwierdziłem, że dożyłem kolejnego etapu przemijania czegoś istotnego, związanego z moją rodziną, która zawsze była i jest mi bliska, i ważna.

7 listopada 2014

Z aureolą hegemona


Będzie o moim ulubionym felietoniście, którego oślepiła długoletnia futbolowa prezesura w Krakowie oraz owładnęła pamięć przegranej dwa lata temu Edwarda Potoka ze Zbigniewem Bońkiem o fotel prezesury w Warszawie i ogarnęła tęsknota za Grzegorzem Lato.

„Ludzie trzymajcie mnie, bo przyszło na to, że przytaknąłem Zbigniewowi Bońkowi!” – tymi słowami prezes i dziennikarz Ryszard Niemiec zapoczątkował jeden z lipcowych felietonów w „Sporcie” katowickim i wówczas dotyczyło poziomu gry juniorów Wisły Kraków w finale z rówieśnikami Cracovii, jednak zaraz przyznał prezes Małopolskiego Związku Piłki Nożnej, że protokół rozbieżności z prezesem Polskiego Związku Piłki Nożnej w fundamentalnych kwestiach polskiego piłkarstwa jest tak rozległy i jakikolwiek consensus wydaje się niemożliwy.

Tej ostatniej zasadzie Ryszard Niemiec jest wierny aż do bólu i od czasu wyboru Zbigniewa Bońka na szefa futbolowej centrali, przynajmniej raz w miesiącu, daje temu dowód w mediach, najczęściej w tekstach w jednym z krakowskich internetowych portali sportowych. W swoich felietonach prezes MZPN zaciekle atakuje prezesa PZPN i jeździ na nim jak na łysej kobyle, oszczekuje, ubliża, złorzeczy i regularnie wymyśla powody na kolejne felietony w temacie „nienawidzę Zbigniewa Bońka, mojego pryncypała”.

18 września 2014

Widziane z Krakowa (12) dla kwartalnika "Korzenie"

Po prawej Andrzej Kuśnierczyk oraz Zdzisław Wagner
w rozmowie na pl. Szczepańskim
Mój krakowski dom rodzinny usytuowany jest na peryferiach miasta, ale w zabytkowej części Krakowa bywam często. A tam, wmieszani w tłumie zwiedzających turystów krakowianie są raczej w mniejszości, mimo tego zdarza mi się napotkać znane postaci królewskiego grodu, spacerujących uliczkami, czy wysiadujące w letnich ogródkach restauracyjnych. Najbardziej pragnę spotykać w stolicy Małopolski znajome mi osoby, mające w życiorysie ścisłe związki z Kamienicą Polską.


10 września 2014

Nie wszystko zagrało

 
Przeczytałem na portalu sportowetempo krótkie sprawozdanie z meczu piłki nożnej krakowskiej klasy okręgowej, rozegranego 6 września br., pomiędzy Bronowianką Kraków, a Leśnikiem Gorenice, zakończonego wygraną gospodarzy 1:0. Zainteresował mnie ten fragment sprawozdania: „ Z ciekawostek - w drużynie Bronowianki zagrał ukarany w poprzednim spotkaniu czerwoną kartką Łukasz Kubik. Leśnik nie może sobie jednak robić nadziei na kolejny w tym sezonie walkower. Kubik mógł grać, bo Wydział Dyscypliny MZPN anulował piłkarzowi Bronowianki kartkę z meczu ze Słomniczanką. To rzadkie w niższych ligach rozstrzygnięcie sporu piłkarza z sędzią, a tym razem było możliwe, ponieważ na ubiegłotygodniowym meczu był obserwator i w swojej ocenie pracy sędziego Piotra Króla wytknął mu błąd, wyraźnie zaznaczając, że przewinienia piłkarza (rzekomego faulu) nie było, w związku z tym kartka była niesłuszna.” 

4 września 2014

Dwie prawdy


Do napisania niniejszego tekstu sprowokował mnie felieton „Czy jest sens umierać za Wawel”, który ukazał się na portalu internetowym sportowetempo, autorstwa Ryszarda Niemca. We wstępie prezes Małopolskiego Związku Piłki Nożnej napisał: Oficjalnie pragnę skrzyżować argumenty z panem prezesem nowohuckiej Wandy Bronisławem Krawczykiem, który kompletnie poważnie zaatakował mnie na związkowym forum, imputując łamanie prawa i daleko posunięty woluntaryzm w pełnieniu społecznej funkcji”.
Przypomnę, że tak zwane związkowe forum, to niedawne zebranie przedstawicieli kilku klubów krakowskiego Podokręgu Piłki Nożnej, których zespoły seniorskie występują w rozgrywkach piłkarskich klasy „A”, grupa II. Spotkanie z prezesem odbyło się na żądanie działaczy podczas drugiego sierpniowego ustalania terminarza ligowego. Gdy już do tego doszło pierwszego dnia września, okazało się, że prezes Niemiec nie był pewny własnego podpisu pod oficjalnym pismem – decyzją Prezydium MZPN w sprawie Wawelu i nie krył zaskoczenia publikacją dokumentu w sieci internetowej, ale nie pozostało mu nic innego, jak uwiarygodnić oficjalne pismo Związku.